Oslo, my love
19:46:00
Zanim moja stopa stanęła na norweskiej ziemi, żyłam w przekonaniu, że moją ulubioną skandynawską stolicą jest Sztokholm. Oslo postanowiło udowodnić mi, że się mylę!
Błękit, nowoczesność i woda - jeśli miałabym podsumować Oslo w trzech słowach, z pewnością użyłabym właśnie tego zestawu. Spójrzcie sami - jedno z pierwszych miejsc, jakie odwiedziliśmy, to inspirowany wzorem kodu kreskowego Barcode - zespół wieżowców o fantazyjnych kształtach, a jeszcze kilkanaście lat temu mieścił się tu przemysłowy port.
Sztokholm nadal uważam za piękne miasto - czyste, spokojne, pięknie zlokalizowane nad brzegiem wody, z pastelowymi przedmieściami i wyraźnym duchem minionych lat na każdym kroku, jak przedstawiłam Wam w pocztówkowych wspomnieniach ze szwedzkiej wycieczki tutaj (kliknij). Oslo ma w sobie podobną energię, jednak - w moim odczuciu - wychodzi krok w przód i śmielej łączy tradycję z nowoczesnością.
Czas na gwiazdę wycieczki, czyste szkło i błękit - gmach Opery. To miejsce było moim norweskim marzeniem, i przyznam, że w rzeczywistości wygląda jeszcze piękniej niż na zdjęciach. Z dachu natomiast można rzucić okiem na panoramę miasta - bystre oko wypatrzy w oddali skocznię Hollmenkollen (w tę stronę spoglądam).
Fancy budynki za nami, zgłębimy się teraz dalej, w miasto, i spojrzymy w przeszłość - przed państwem Pałac Królewski. Przy odrobinie szczęścia trafić można na zmianę warty (tak, przyszliśmy przypadkowo dosłownie parę minut przed show ;)). Oslo to również jedna z tych nielicznych stolic, gdzie nie zauważa się ściany spacerujących turystów - dzikich tłumów tu po prostu nie ma. Nawet przy Pałacu Królewskim. Na dachu Opery również całkiem spokojnie. Co ciekawe, samo miasto liczy ponad połowę mieszkańców mniej niż Warszawa, a w moim odczuciu - wyjątkowo dużo osób (szczególnie w garniturach) porusza się na hulajnogach. Jest ich zdecydowanie więcej niż rowerzystów!
Czasem warto zmienić perspektywę i przyjrzeć się miastu z oddali - spacer na wzgórze Ekeberg jest zdecydowanie dobrym pomysłem. Panoramę miasta oglądaliśmy już z dachu Opery, teraz czas na łyk natury. I jachtów. Fiordy wymiatają, bez dwóch zdań.
Najstarszy z odwiedzanych obiektów pochodzi ze średniowiecza - twierdza Akershus to kolejna możliwość wspięcia się parę stopni ponad poziom morza, by spojrzeć na Oslo z góry.
A pod twierdzą można łowić ryby. I chłonąć statki na

Pytanie za sto punktów: jak nazywa się mieszkaniec Oslo i jak brzmi pochodzący od nazwy miasta przymiotnik? Oselski? Osłowski? Czy mieszka tu Osełka czy Oslanka? A może Oselczyk? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, zapraszam!
0 komentarze